Trudno chyba o bardziej jaskrawe wspomnienie z lat 90. XX wieku. Gdy w szybkim tempie w niepamięć odchodziły sięgające poprzedniej epoki domy towarowe i „blaszaki”, a podmiejskie hale i śródmiejskie tzw. galerie handlowe jeszcze nie zaczęły powstawać, rzesze mieszkańców kupowały na targowiskach. Poznański odpowiednik bazaru na Stadionie Dziesięciolecia mieścił się przy ówczesnej ulicy Bema (obecna Droga Dębińska). Przez lata „na Bema” kupić można było niemal wszystko: od mebli, dywanów i wyposażenia domu poprzez najróżniejszą odzież, obuwie, pirackie nośniki z muzyką, filmami czy grami komputerowymi, po – jak głosiły miejskie legendy – rozmaite nielegalne towary. Prawie publiczne zimowe przymierzanie spodni „na kartonie” to niezbyt przyjemne wspomnienie z tego miejsca niejednego poznaniaka. Choć dziś targowisko wspominane jest z sentymentem, trudno uniknąć wrażenia, że jego funkcjonowanie negatywnie wpływa na wildecki fragment południowego klina zieleni.